Znanych mi jest kilka pozycji książkowych opisujących szeroko pojęte muzyczne życie w obozie Auschwitz-Birkenau. Brzmi to groteskowo, ale tak bym to określił – „muzyczne życie”. Ta dziedzina sztuki pozwalała oderwać się od tragicznych wydarzeń obozowych, od tego, co tam najstraszniejsze. Niekiedy muzyka mogła ocalić życie w dosłownym tego wyrażenia znaczeniu. Ten, kto przed dostaniem się do obozu zajmował się muzyką, sprawie grał na jakimś instrumencie i miał wiele szczęścia już na miejscu, mógł uniknąć brutalnego traktowania, ciężkiej pracy, a nawet śmierci.

Wspomnienia zebrane przez Ignacego Szczepańskiego pozwalają na nieco inne spojrzenie na tematykę obozową. Autor w latach 80. zrealizował film dokumentalny pt. „Kapela oświęcimska”. Nie mógł jednak ze względu na ograniczoność produkcji ukazać wszystkiego. Postanowił więc wydać literacki zapis ze zgromadzonej do filmu dokumentacji, z rozmów z muzykami oraz swoich własnych doświadczeń.

Kapela w Oświęcimiu powstała przypadkiem, choć możliwe, że jeśli nie powstałaby w poniższych okolicznościach, to możliwe, że w późniejszym czasie ktoś też by wpadł na taki pomysł.

Był w obozie sierżant z 20 Pułku Piechoty Krakowskiej, Antoś Gargul. Któregoś dnia zgłosił się do raportu. Musiał zdobyć się na odwagę najpierw wobec rapportführera, a potem wobec lagerführera. Antoś oświadczył, że się nudzi od przyjścia z pracy do momentu wieczornego gongu  i że chce się czymś zająć. Dlatego zwraca się z prośbą, żeby mu pozwolono sprowadzić parę instrumentów z domu, na których można by było grać marsze. No, jak marsze, to Niemcy od razu stają na baczność. I rzeczywiście dostał zezwolenie.

W książce opisywane są losy pięciu bohaterów, chociaż, co oczywiste, pojawiają się także inne osoby. Szczepański do fabuły książki wstawia także opisy tego, w jaki sposób już po wojnie dotarł do muzyków. Narracja jest w niektórych miejscach prowadzona w bardzo szczegółowy sposób. Dotyczy to zwłaszcza okoliczności w jakich Szczepański spotyka się i rozmawia z muzykami kapeli obozowej.

Na początku czerwca, w upał, zjeżdżamy do Mosiny. Żona Adama Kopycińskiego prosi nas, żeby go zbytnio nie męczyć. Wciąż nie czuje się dobrze. Wylew uszczuplił nieco jego siły witalne. Przechodzimy z operatorem dźwięku do pokoju bohatera. Pozostali koledzy wyruszają nysą na poszukiwanie w okolicy plenerów, gdzie można by zamarkować obozowy krajobraz. Dźwiękowiec rozstawia mikrofony. Pan Adam częstuje nas papierosami (…)

Współczesne opisy spotkań (współczesne w czasie pisania książki) przeplatane są wspomnieniami więźniów. Tworzy to specyficzną formę. Wspomnienia więźniów zwykle zbudowane były na zasadzie opowiadania w kolejności chronologicznej – od uwięzienia, poprzez pobyt w obozie do wyzwolenia. W książce Szczepańskiego układ jest asynchroniczny, ale czyta się ją całkiem szybko.

W orkiestrze Auschwitz-Birkenau od początku 1941 roku do października 1944 roku występowało ponad ośmiuset mężczyzn różnych narodowości. Udało się ustalić tożsamość zaledwie 148 więźniów-muzyków. Wykaz ten znajduje się na końcu książki.

Pozycję tę polecam jako uzupełnienie ogólnych opracowań o obozie. Dość często pojawiająca się specjalistyczna terminologia obozowa sprawia, że należałoby najpierw zapoznać się z historią Auschwitz-Birkenau.

Tytuł: Häftlingskapelle
Autor: Ignacy Szczepański
Miejsce i rok wydania: Warszawa 1990
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Stron: 96