W zalewie tzw. literatury obozowej warto sięgnąć po starszy tytuł, który zapewne spełniłby oczekiwania Czytelników, głodnych emocji, napięcia, wątków miłosnych oraz wszystkiego tego, co w ostatnich latach jest na czasie.

Książka Krystyny Żywulskiej jest zapisem codzienności w czasie drugiej wojny światowej. Rozpoczyna się od wspomnień z wydarzeń na Pawiaku. To stamtąd Żywulska trafiła do Auschwitz. Tam wielokrotnie, cudem lub z pomocą życzliwych ludzi, wydostawała się ze szponów śmierci. Zapis tej relacji może się wydawać nieprawdopodobny, przecież tylu ludzi tam zginęło. Dzięki takim osobom jak Krystyna Żywulska możemy jednak się dowiedzieć szczegółów okoliczności w jakich inni z Auschwitz nie wracali.

Forma, w jakiej napisano książkę może w wielu fragmentach przypominać literaturę piękną. Rozbudowane dialogi, „naiwne” opisy tak oczywistych dla nas okrutnościach sprawiają, że Czytelnik może podejść do tej relacji jak do beletrystyki. Niektóre fragmenty mogą wręcz razić dokładnością albo prozaicznością dialogów.

– Wiesz, Krysiu, był tu ten w okularach, ten lekarz. Pytał o ciebie.
– Jak to, o mnie?
– Mówił, że podobno u nas jest jedna taka, co wiersze pisze, i że chciałby przeczytać.
Zerkała jakie wrażenie wywrze na mnie ten niezwykły fakt.
– Czy nie rozumiesz, że możemy wybudzać już zainteresowanie mężczyzn? Żebyś wiedziała, jak ci włosy odrosły! Mają już z pięć centymetrów.

I kolejny przykład poniżej.

– Co mówili? – pytam z zainteresowaniem.
Natasza zbliża się, jej czarne oczy błyszczą po ciemku, a jasne włosy mienią się w blasku księżyca. Śmieje się z kolacji SS-manów.
– Nie śmiej się, tylko mów, coś usłyszała.
– Och, nie mogę! Ci durnie upili się jak nigdy. Wyobraź sobie, że oni już sobie podzielili role, czym będą, jak tu przyjdą nasi… (…)

Warto jednak wiedzieć, że rękopis powstał bezpośrednio po wyzwoleniu, w 1946 roku, z tego też roku pochodzi pierwsze wydanie książki. Nie ma ona więc nic wspólnego z wieloma wydanymi w ostatnich latach książkami o charakterze typowo beletrystycznym. Zresztą wydanie, które posiadam powstało we współpracy z Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau, zawiera przypisy i dodatkowe wyjaśnienia. Znamienne jest to, że w przypisach pojawiają się nawet sprostowania tego, co Żywulska napisała. I tak np. w przypisie nr 185 jest sprostowanie tego jakoby w Auschwitz produkowano mydło z ludzkich ciał. W przypisie 246 redakcja zauważa, że liczba mężczyzn, którzy zostali skierowani w styczniu 1945 roku do ewakuacji musiała być znacznie niższa niż podała autorka. Wiele przypisów zawiera też wyjaśnienia dotyczące wydań książki ukazujących się w apogeum stalinizmu, kiedy m.in. określenia „Niemcy” oraz „niemieckie”, „niemiecki” musiały dobitnie wskazywać, o które państwo niemieckie chodzi. Powstało wtedy NRD będące częścią bloku wschodniego i trzeba było je pozytywnie wyróżnić na tle RFN, określając to drugie jako np. „hitlerowskie”. Ot, taka ciekawostka z historii cenzury, aczkolwiek w przypisach do mojego wydania książki Żywulskiej dość mocno były akcentowane te sztucznie dokonane zmiany z poprzednich wydań. Takie podejście redakcji sprawia, że pamiętnikarska forma nabiera dużej wartości merytorycznej.

Wydanie to zawiera kilkadziesiąt zdjęć, głównie archiwalnych, ukazujących codzienność w Auschwitz. W posłowiu przyjaciółka autorki, Stefania Grodzieńska opisuje okoliczności powstania książki. Jest też zapis rozmowy z synami autorki. Generalnie odniosłem wrażenie, że całość pracy jest dobrze przygotowana, zadbano o szczegóły zawartości, detale edytorskie oraz typograficzne.

Na koniec dodam jedną ciekawostkę, o której Czytelnik być może mógłby się dowiedzieć nawet bez czytania książki. Prawdziwa historia Krystyny Żywulskiej okaże się jeszcze bardziej fascynująca, jeśli powiem, że autorka w rzeczywistości nazywała się inaczej i miała pochodzenie żydowskie. Zapewne przezorność podpowiedziała jej, żeby na przesłuchaniu, jeszcze w Warszawie, podać fałszywe dane. W ten sposób Sonia Landau stała się Polką, Krystyną Żywulską. Gdyby wtedy przy alei Szucha podała swoje prawdziwe dane, zapewne o jej historii byśmy nie usłyszeli.

Polecam także drugą książkę Żywulskiej pt. „Pusta woda”. Została ona napisana dwadzieścia lat po „Przeżyłam Oświęcim”, ale akcja toczy się chronologicznie wcześniej.

Tytuł: Przeżyłam Oświęcim
Autor: Krystyna Żywulska
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Wydawnictwo: doM wYdawniczy tCHu
Stron: 368